niedziela, 26 lipca 2026

Panie Cieplak, wymieniamy beczkę?

 chlor płynny w butlach. 

jeździło się po niego do Bydgoszczy do Zachemu. w Płońsku produkowano "delicje szampańskie" : biszkopt z galaretką oblany czekoladą. Przebój cukierniczy z lat 80-tych do dziś produkowany. W sklepie przy wytwórni to sprzedawano, a kierowcy naszego konwoju to kupowali. Konwój bo to był konwój - nadzorowany przez milicję( trzeba ją było wcześniej powiadomić i trasa była stała) . nadzór polegał na tym że co jakiś czas spotykaliśmy radiowozy wyrażnie na nas oczekujące. W zachemie w hotelu pracowniczym (prawdziwy hotel) , wieczorem bywały lepsze i gorsze imprezy. a delicje chłopaki wymieniali na rajstopy ... Rano cały konwój wjeżdżał do Zachemu. To był poniemiecki zakład , widać to było i czuć. Punkt odbioru beczek z chlorem punktem wymiany: my im puste , oni nam pelne. Klinowaliśmy je drewnianymymi klinami wbijaąc w nie gwożdzie wprost w drewnianą podłogę skrzyni samochodu. I do Warszawy na Czerniakowską. Tam przy osadniku pobierającym wo∂e z Wisły był specjalny, nowoczesny magazyn . Wielka hala, czujniki itd. tam się rozładowywało samochody i to był koniec delegacji. Na pierwszej zmianie objeżdżało się punkty dodawania chloru do wody- chlorownie. Do stałego wyposażenia osobistego należała maska pgaz. słoń starego typu. Zawsze wchodziło się tam po wywietrzeniu. Na ścianie wisiał chlorator. Pokazywał ciśnienie chloru w beczce, ciśnienie wody wchodzące i na specjalnej miarce ustawiało się ilość dodawanego chloru gazowego do mieszacza . Głównym zadaniem było sprawdzić ciśnienie w beczce i czy starczy chloru na najbliższe cztery godziny. Zapomniałem ; beczki były umieszczone na wadze która była obowiązkowym wyposażeniem chlorowni. zestawienie tych trzech danych : wagi beczki, ciśnienia chloru i wody dawało wynik jaki ustawiało się na dozowniku chloru. Czasem trzeba było przylączyć nową beczkę. i tu była historia ilustrujaca , jak było dawniej. Często pracowałem z panem Cieplakiem. facetem tuż przed emeryturą. całe życie był chłoporobotnikiem, łaczył pracę na zmianach w wodociągu i uprawę własnego pola. Uczciwie mówiąc to że tu pracował dawało mu prawdziwy wypoczynek po tyrce na polu i w zagrodzie.. By przełączyć beczkę należało odkręcić rurkę miedzianą? chyba od zaworu beczki. była tam uszczelka z ołowiu którą trzeba było wymienić. A skąd uszczelka? sami je robiliśmy, blacha ołowiana , młotek , dwa wycinaki i sprawne ręce i oczy. Jako najmłodszy , to ja je wycinałem. Pierwszy raz jak pracowałem z Cieplakiem i pojechaliśmy melexem w obchód, wogóle nie zwracałem na niego uwagi , wiedziałem co i jak robić , wiedziałem też jak to robić. Podjechaliśmy na chlorownię, ja wziąłem klucz do drzwi, otworzyłem , sprawdziłem parametry. Widać było że trzeba wymienic beczkę, na szczęście była zapasowa, trzeba je było tylko wymienić.. Patrzę Cieplak siedzi, ale wstał i stanął w drzwiach, patrzy. przełączyłem beczki, wymieniłem uszczelkę i gotowe. tylko spojrzenie na dawkę chloru, regulacja i koniec do następnej chlorowni. Cieplak siedzi na miejscu pasażera i nic nie mówi. Na wszelki wypadek zapytałem czy wszystko w porządku. Cieplak poruszył głową i powiedział: jak byłem tu młodym pracownikiem, to jak starzy wchodzili do chlorowni, to zawsze kazali mi czekać na zewnątrz. i musiałem się wkupić by mi pokazali co oni tu robią. a ty wiesz wszystko i nawet mnie nie zapytałeś czy coś robimy czy nie. Nie odpowiedziałem nic. Ale zawsze jak z nim potem pracowałem, pytałem go o zgodę, zawsze dodając panie. Panie Cieplak, to wymieniamy beczkę? itd . A Cieplak zawsze jak mnie widział szeroko się uśmiechał.