Znalazłem dziś pod artykułem o sytuacji na Ukrainie komentarz podpisany "Partia". Ten komentarz jest zadziwiający, w maglu codzienności ktoś odniósł się do czegoś co jest tak trudno uchwytne.
Do stanu świadomości nas wszystkich. I zrobił to na podstawie ksiązki, kogoś kto dziś w dobie expertów , byłby całkowicie lekceważony. A i na dziś jest praktycznie zapomniany.
Oto cytat:
"Zapomniana książka Miłosza "Umysł zniewolony" opisuje postawę ketmanu. Mniej więcej: nie ufaj totalnie nikomu, nie ujawniaj swoich myśli, ocen, emocji, bo zginiesz, nie za chwilę to za godzinę. To jest wynalazek dalekowschodni. Społeczeństwo tak żyjące jest absolutnie konformomistyczne i to co uzewnętrzniają jego przedstawiciele to obowiązkowo tezy ze wstępniaka w najnowszym numerze PRAWDY. Poza tym grają w parku w szachy, łowią ryby, pracują, jedzą, srają etc, tak jak każdy inny pan stworzenia. Modelowa jest Korea Północna. Ale to sie też dzieje w Rosji, i to od wieków. Co myśli Kacap, tak naprawdę, tylko on jeden wie. Może tylko sra w myślach w gacie ze strachu, a może marzy o nabijaniu na pal wszystkich, ktorzy mu się kojarzą z władzą. Prawda wychodzi na jaw w chwilach buntu a kiedy bunt zostaje stłumiony (lub się instytucjonalizuje - co na jedno), znowu wszyscy kochają Cara. Ruscy nigdy, choć przez jedno pokolenie, nie żyli w sytuacji kiedy mogli ufać, sobie na wzajem, państwu, losowi w ogóle. Dlatego nie są w stanie pojąć ani demokracji, ani wolnośći myśli. Traktują Zachód jak jakąś podpuchę, jeszcze jedną złośliwą zagadkę Sfinksa. Nieliczni tylko są w stanie sie wyzwolić spod działania tego paradygmatu. Reszta żyje w strachu i mroku. A umowy zawierają w złej wierze i tylko czekają, kiedy by okazanego im zaufania nadużyć, bo tego samego spodziewają sie od innych. Można to nazwać zorganizowaną, wyposażoną w instytucje anomią.
Komentator Partia. "
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samouczek techniczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samouczek techniczny. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 sierpnia 2014
piątek, 22 sierpnia 2014
Moje Camino de Santiago
Moje i Madam T spotkanie z Camino de Santiago.
Zimne majowe popołudnie w znanych wszystkim Mikołajkach.
Po zacumowaniu na kwaterze, idziemy się przejść. Jutro zacznie się młyn: w górującym nad
Mikołajkami hotelu rozpoczną się przygotowania do kolejnego kongresu. My z ekipą będziemy tam stawiali dekoracje.
Nabrzeże, z każdym rokiem ładniejsze, jest opustoszałe. Nieliczne łodzie kołyszą na cumach.
Wiatr wieje i z każdą chwilą robi się zimniej. Wiatr zagania i nas, na pomost jakiejś jeszcze otwartej kawiarni. Samoobsługa i po chwili siedzimy przy kawie i lampce brandy przy stoliku w ogródku.
Zimno i w ogródku? Ano tak, odbędzie się bowiem rytuał kawy i cygara, niezmiennie o tej porze odprawiany przez Madam T.
Nuda taka jak w mordobijskim powiecie, Madam grzebie w torbeczce w poszukiwaniu zapalniczki.
Błysk, dym i westchnienie rozkoszy. Ale ręka natknęła się jeszcze na coś.
Bilet z lottomatu krzyczy wielkimi literami: kumulacja x milionów!
Za dwa dni może on zmienić nasze postrzeganie świata.
A co byś zrobił jakbyśmy wygrali?- dobiega zza filiżanki pytanie.
Ale co? Kumulację?
Aha- teraz dym przesłania twarz Madam.
Poszedłbym na pielgrzymkę do Santiago de Compostela!
Cisza.
- To jakieś siedemset kilometrów pieszo.
Dym zgęstniał. I cisza.
-To fajne przeżycie.
Fala uderzeniowa powietrza zachwiała pobliskimi drzewami.
-Coooo? Mam iść pieszo nie wiadomo gdzie? A gdzie spać? myć się?
-No, są takie oberże, a pranie rozwiesza się na sznurku między plecakami, i tak idzie.
-Chyba jesteś głupszy niż myślałam- Punkt żarzącego się cygara rozświetlił szarość popołudnia.
-Dlaczego? Spytałaś, dostałaś odpowiedź- Nie poddawałem się.
-Za taką kasę to trzeba Maszce pomóc, życie urządzić!
- Taka pielgrzymka to też urządzenie życia.
- No przecież ty nie jesteś katolik, do Częstochowy idź.
- Po co? Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Chcę zobaczyć jak to by było.
- Dobra, jak wygramy, pomyślimy.
- Tu nie ma co myśleć. Ja już zdecydowałem.
Minęły lata.
Przestaliśmy być państwem Kobuszewskimi- zostaliśmy Tatjanami.
Wygrać też nie wygraliśmy.
Letnie popołudnie tego roku.
- Wiesz co? Przemyślałam sprawę.
-Jaką?
- Tej pielgrzymki. Na jesieni możemy pójść.
- Zimno będzie.
- To co, zagrzejemy się w marszu.
Pozbierałem szczękę z podłogi.
-No to idźmy.
Camino de Santiago bój się! Przybędziemy na pewno!
Subskrybuj:
Posty (Atom)