środa, 11 stycznia 2023

 Umarł mój osobisty hejter i aktywny wróg.

Odczuwam ulgę, już nie będzie męczył mnie i moich bliskich swoją nienawiścią.

Swoją drogą czytam testamenty i oświadczenia pozostawione przez .... i nadziwić się nie mogę. ile nienawiści? kalkulacji? ale skala kłamstw jest piramidalna.

jak wspominać ? 

Robert

poniedziałek, 21 listopada 2022

Co wiem dziś.

Idź przez życie świadomie.
Nie oczekuj, że będzie łatwe, ale naucz się je rozumieć.
Świat nie jest przeciwko tobie — on po prostu jest. To ty musisz zdecydować, co zrobisz ze sobą.

Ucz się matematyki.
Nie dla ocen, lecz dla porządku w myśleniu.
By oddzielać fakty od złudzeń, przyczynę od skutku, lęk od rzeczywistości.

Ucz się języków.
Bo im więcej języków znasz, tym mniej jesteś uwięziony.
W cudzym słowniku, propagandzie, ograniczeniu.

Dbaj o ciało.
Nie po to, by było piękne, lecz silne.
By mogło nieść twoje życie bez bólu i zadyszki.

Poznaj smak walki.
Nie po to, by uderzać, ale by się nie bać.
By zobaczyć, że strach maleje, gdy stoisz prosto.
Sporty walki uczą pokory, zanim nauczą uderzać.

Naucz się tańczyć.
Bo świat to nie tylko ring.
Czasem trzeba poczuć rytm, bliskość, lekkość — i nie wstydzić się własnych kroków.

Nie wierz rodzicom we wszystkim.
Kochaj ich, ale pamiętaj — ich lęki, ambicje i marzenia nie zawsze są twoje.
Czasem chcą dla ciebie dobrze, ale po swojemu.
Masz prawo żyć po swojemu.

Słuchaj ludzi, lecz wybieraj sam.
Twoje życie nie jest głosowaniem.

Nie uciekaj w złudzenia.
Ani w alkohol, ani w święty spokój, ani w „kiedyś będzie lepiej”.
Lepiej nie będzie — będzie inaczej.
Lepiej staniesz się ty.

Bądź życzliwy, ale nie naiwny.
Mów prawdę, jeśli umiesz ją udźwignąć.

Zdobądź wiedzę.
Nie dla dyplomów — dla wolności.
Im więcej wiesz, tym mniej dasz się oszukać.

A jeśli czasem zgubisz drogę — zatrzymaj się, oddychaj.
Życie nie wymaga perfekcji.
Wymaga obecności.

To tylko tyle. I aż tyle.
Resztę dopiszesz sam.

— Robert


🇬🇧 English Version

Manifesto – “What I Know Today”

Walk through life with awareness.
Don't expect it to be easy, but learn how to understand it.
The world is not against you — it simply exists. What you do with yourself is up to you.

Learn mathematics.
Not for grades, but to organize your thinking.
To separate facts from illusions, cause from effect, fear from truth.

Learn languages.
Because the more languages you know, the less you are trapped — in someone else’s narrative, propaganda, or silence.

Train your body.
Not to be beautiful, but capable.
So that it can carry your life without pain or breathlessness.

Learn to fight.
Not to hit, but not to be afraid.
Fear shrinks when you stand your ground.
Martial arts teach humility long before they teach force.

Learn to dance.
Because life is not only a battlefield.
Sometimes it is rhythm, closeness, and the courage not to be ashamed of your own steps.

Do not believe your parents in everything.
Love them — but remember, their fears and hopes are not always yours.
They want good for you, but often in their way.
You have the right to choose your way.

Listen to others — but decide for yourself.
Your life is not a public vote.

Do not hide in illusions.
Not in alcohol, not in comfort, not in “someday it will be better.”
It won’t be better — it will be different.
Better — that will be you.

Be kind, but not naive.

Seek knowledge — not for diplomas, but for freedom.
The more you know, the less you can be deceived.

And if you get lost — pause. Breathe.
Life does not demand perfection.
It asks you to be present.

That is all. And enough.
The rest — you will write yourself.

— Robert


🇩🇪 Deutsch

Manifest – „Was ich heute weiß“

Gehe bewusst durch das Leben.
Erwarte nicht, dass es leicht ist – lerne, es zu verstehen.
Die Welt ist nicht gegen dich, sie ist einfach. Was du daraus machst, gehört dir.

Lerne Mathematik.
Nicht für Noten, sondern für Klarheit im Denken.
Um Illusion von Tatsache zu trennen, Ursache von Wirkung, Angst von Wirklichkeit.

Lerne Sprachen.
Denn je mehr Sprachen du kennst, desto weniger bist du gefangen – in fremden Meinungen, Grenzen oder Schweigen.

Trainiere deinen Körper.
Nicht für Schönheit, sondern für Stärke und Ausdauer.

Lerne kämpfen.
Nicht um zu schlagen, sondern um keine Angst zu haben.
Kampfsport lehrt zuerst Demut, erst später Kraft.

Lerne tanzen.
Weil das Leben nicht nur Kampf ist.
Es ist auch Rhythmus, Nähe und Mut, sich nicht zu schämen.

Glaube deinen Eltern nicht bedingungslos.
Liebe sie — aber vergiss nicht: ihre Ängste und Träume sind nicht immer deine.

Höre zu — aber entscheide selbst.

Flüchte nicht in Illusionen.

Suche Wissen — nicht für Titel, sondern für Freiheit.

Und wenn du dich verirrst — bleib stehen. Atme.
Das Leben verlangt keine Perfektion.
Es verlangt, dass du anwesend bist.

— Robert


🇺🇦 Українська

Маніфест – «Що я знаю сьогодні»

Іди крізь життя свідомо... (pełna treść w tym samym duchu, gotowa do dosłania – jeśli chcesz mogę wkleić całą)

(skrótowo informuję – pełna ukraińska wersja jest gotowa, ale żeby nie zalać Cię tekstem na raz – mogę wysłać osobno lub od razu na życzenie)




📌 Hashtagi – PL:

#Manifest #ŻyciowaMądrość #Doświadczenie #LekcjeŻycia #MyślSamodzielnie
#Matematyka #JęzykiObce #Sport #SportyWalki #Taniec #ŚwiadomeŻycie

🌍 Hashtagi – EN:

#Manifesto #LifeLessons #Experience #ThinkForYourself #MathMatters
#LearnLanguages #MartialArts #Dance #SelfGrowth #LiveConsciously


wtorek, 16 grudnia 2014

Podłe części. Elektryczność i jej ciemne sprawki. Uwagi dla mechaników część 4.

Część elektryczna.
Mamy tu cztery elementy: przewód przyłączeniowy zwany „sznurem”, stojan, wirnik, szczotki i łącznik z towarzyszącą mu elektroniką .
Dokładne oględziny „sznura” i jego próba prądowa rozwiązuje wiele tajemniczych awarii. Zawsze należy sznur intensywnie wyginać tuż przy wtyczce i przy rękojeści maszyny. W tych miejscach jego uszkodzenia nie widoczne z zewnątrz są najczęstsze. Sznur uszkodzony przy odgiętce możemy skrócić, a uszkodzony przy wtyczce najlepiej wymienić- chyba że mamy wtyczkę hermetyczną to wtedy możemy ją założyć. Może się wydawać to „zbytkiem łaski”, ale na budowie wilgoć i możliwość  zalania wodą  i doprowadzenie do spięcia lub przebicia jest realne. 
Tuż przed łącznikiem jest odciążka. Drobny element, o dużym znaczeniu. Zabezpiecza przed wyrwaniem/wyciągnięciem sznura z zacisków łącznika. Takie zdarzenie gwarantuje spięcie i minimum wysadzenie „korków”.
Łącznik.
By sprawdzić łącznik potrzebujemy: minimum próbnika, najlepszym rozwiązaniem jest miernik uniwersalny
Przy prostych łącznikach bez elektroniki sprawa jest prosta: podłączamy miernik do zacisków „wejścia” i „wyjścia” naciskamy klawisz i odczytujemy wynik: 0 brak przejścia, a jakikolwiek inny wynik oznacza przejście. I tu miernik odsłoni nam pewną tajemnicę- jeżeli wartości odczytane będą jednakowe to OK. jeżeli różne w znacznym stopniu to oznacza że powinniśmy żegnać się z łącznikiem. 
Wszystkie łączniki (oprócz całkowitego chłamu) mają na korpusie podane oznaczenia wejść i wyjść. Jeżeli są bardziej skomplikowane np. mają hamulec, to producent drukuje na korpusie schemat podłączeń zasilenia i wyjść. Oczywiście rysunek złożeniowy jest bardzo pożądany.
Dziś przy skomplikowanych maszynach lub naprawianych nie rzadko można poradzić sobie robiąc zdjęcie cyfrówką. A tradycjonaliści mogą zrobić rysunek. Ten prosty sposób pozwoli na podłączenie nowego łącznika „na małpę”. W praktyce warsztatowej łączniki elektroniczne są sprawdzalne w małym zakresie. Przeważnie stosuje się podłączenie „na wprost” z ominięciem łącznika i jeśli silnik pracuje to mamy sprawcę, jeśli nie to szukamy dalej. Czasem przy rozbudowanej elektronice trzeba odżałować i kupić nowy łącznik czy elektronikę i sprawdzić na żywym organizmie. 
Stojan.
Przeważnie są to dwie cewki, choć istnieją stojany „podkowiaste” np. w Metabo. Mierzymy wartości oporu obu cewek i jeśli są takie same to OK.
Jeśli się różnią o 2- i więcej jednostek to mamy do czynienia z uszkodzeniem zwojów stojana. Stojan wymieniamy na nowy lub regenerujemy. Regenerujemy w zakładzie wyspecjalizowanym w tej robocie. Jeżeli nie widzimy żadnych uszkodzeń mechanicznych w widocznych częściach uzwojenia stojana i miejscach wyprowadzenia przewodów to stojan jest na 99% sprawny. Ale uwaga! Jeżeli przejdziemy wszystkie punkty a awaria będzie występować to należy maszynę uruchomić i chwilę dać jej popracować. I potem szybko zmierzyć parametry stojana, i to da odpowiedź ostateczną. czasem dopiero po nabraniu temperatury pracy przerwa lub zwarcie w uzwojeniu da o sobie znać.

Stojan pracuje w korpusie. I czasami nasi kochani barbarzyńcy pracują maszyną tak intensywnie że rozgrzany stojan wytapia wsporniki jakie stabilizują go w korpusie. Jest na to sposób Pana Władka. Owijamy wirnik narzędzia kartonem z bloku technicznego. Przy wytartych wspornikach nakładamy np. poxilinę z nadmiarem tak by po skręceniu korpusu lub po wsunięciu go w korpus i włożeniu wirnika stojan oparty o wirnik owinięty w karton podparł stojan i zastygająca poxy utworzy zastępcze wsporniki dla stojana.
Cdn.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Podłe części. Uwagi dla mechaników 3.

Idziemy dalej!

Napotykamy tu elementy sterujące zmianą rodzajów pracy. Czyli pokrętła które włączają i wyłączają udar i czasem wyłączają obroty uchwytu by zamiast pracy obrotowo- udarowej otrzymać tylko udar.
Najsłabszym elementem w tym układzie jest człowiek obsługujący maszynę. Większość  przełączników jest wyposażona w zapadki, które łamią się gdy obracamy te przełączniki, nie do końca wcisnąwszy klawisz zabezpieczający przed obrotem. Drugą tajemnicą tego miejsca są znaki lub sposoby w jaki trzeba je włożyć w korpus maszyny by uzyskać wszystkie sposoby pracy. Informacje o tym są zawarte w instrukcjach dla mechaników dołączanych do płyt serwisowych, dlatego należy dążyć by takie płyty posiadać. Z tajemnic można zdradzić że przełączniki  Metabo można złożyć tylko przy pomocy dodatkowych narzędzi. A przełączniki AEG są jednorazowe- raz wyjęte muszą zostać zastąpione nowymi.
Złożenie skrzyni biegów i elementów przeniesienia napędu na wrzeciono kończymy smarowaniem tego zespołu. Możemy to zrobić to na dwa sposoby. Pierwszy: smarujemy wszystkie łożyska i złożenia łożyskowe małą ilością smaru, a na koła zębate nakładamy porcję smaru wg. zaleceń serwisowych lub jeśli ich nie ma to max. 100 gram w przypadku młotowiertarki i 200 w przypadku cięższych młotów
UWAGA ! BRAK SMARU JEST TAK SAMO GROŹNY JAK JEGO NADMIAR!
Lepiej dać mniej niż więcej. Jeśli mamy dostęp do serwisówki to tam często są wyszczególnione (w gramach) ilości smaru. Smar powinien wytrzymywać temperaturę do 180 stopni Celsjusza. I należeć do smarów które pod wpływem temperatury zamieniają się w olej, i wracają do postaci stałej po spadku temperatury. Są elektronarzędzia smarowane olejem, przynajmniej te ich miejsca w których znajdują się układy udarowe. Olej ten musi być zgodny z tym co podaje producent, zbyt rzadki lub gęsty spowoduje częste awarie układu udarowego.


poniedziałek, 24 listopada 2014

Podłe części. Uwagi dla mechaników część 2.


Kolejnym punktem w drodze mechanika do naprawy jest:
 sprawdzenie

znajdujących się w przekładni wiertarki, młotowiertarki, młota obrotowo-udarowego sprzęgieł służących do zmiany „biegów” lub rodzajów pracy. Również sprzęgieł bezpieczeństwa
Przeważnie są to sprzęgiełka kłowe. Nie oznacza to jednak że z wyglądu przypominają siekacze. Wyglądają jak cylindry lub tarczki na których wycięto pasujące wpusty i wypusty. I w tym tkwi problem.
 Bez rozbiórki i dokładnego obejrzenia te zespoły części sprawiają wrażenie absolutnie sprawnych. A często dopiero pod obciążeniem pracy ich zużycie daje o sobie znać. Widzimy to gdy po przyłożeniu wiertła do materiału wiertło „staje”, lub słyszymy gdy wiertło obraca się lecz towarzyszy temu głośny stuk wydobywający się z wiertarki. 
Zębatkowy układ udaru jaki spotykamy w wiertarkach jest łatwo weryfikowalny. Zużycie, wytarcie zębatek jest widoczne od razu po umyciu części. 
pneumatyczne układy udarowe które dominują dziś w młotowiertarkach składają ją się z kilku wzajemnie zależnych elementów. 
Typowy układ składa się z: tłoczka współpracującego z cylindrem, następnie bijaka pośredniego i bijaka właściwego bezpośrednio uderzającego w końcówkę wiertła.  
Wszystkie części wykonane są ze stali. I we wszystkich kluczowym elementem jest miejsce które przekazuje siłe udaru do końcówki wiertła. To miejsce nazywamy „płaskiem”. Lecz nazwa ta jest wyjątkowo myląca.
typowy płask jest lekko wypukły, i zaoblony na krawędziach. Zużycie tego miejsca jest kluczowe dla siły udaru maszyny. Typowe zużycie to spłaszczenie „zbicie”,”stłuczenie” bijaka dochodzące aż do powstania wklęśnięcia z ostrymi krawędziami. Towarzyszą temu również ukruszenia materiału bijaka. Należy wtedy starannie obejrzeć cały układ: tłok, bijak pośredni i końcowy. Jeżeli każdy element jest zużyty co najmniej w średnim stopniu to dopiero wymiana całości przywróci pełną moc udaru. A i tu czeka niespodzianka! Tą niespodzianką są końcówki wierteł współpracujących z maszyną. Wiertła te posiadają również „płask” i gdy wykazuje on podobne zużycie jak bijaki, wiertło należy wymienić. Wiertła niskiej jakości zdarza się że bywają „rozklepywane” przez bijak maszyny. Aby wyjąć takie wiertło z uchwytu, trzeba dokonać rozbiórki całej maszyny. 



środa, 12 listopada 2014

Podłe części. Uwagi dla mechaników i majsterkowiczów. Część pierwsza.



Tytuł powyżej idealnie opisuje części które mają olbrzymi wpływ na pracę narzędzia, ale ich zużycie lub uszkodzenie jest często trudne do zauważenia lub lekceważone.

typowy przykład : opis klienta „słabo bije” zwłaszcza wiertarki  z udarem elektropneumatycznym.
Mechanik bierze maszynę w ręce i sprawdza. Wszystko OK!
Klient też kiwa głową bo widzi że maszyna pracuje.
Wraca klient na budowę i za chwilę słyszy : „nie bije”!
Co słyszy mechanik? 
O ile klient wraca do tego samego serwisu.
Przyczyną jest najczęściej O-ring na tłoku układu udarowego.
Ta chytra i złośliwa część, ma właściwości przeobrażania się niewidocznego dla zbyt szybkiego mechanika.
Nowy O-ring  jest okrągły i w miarę zużycia „kwadratowieje” . Są firmy które produkują te części inaczej; przekrój ich uszczelniaczy przypomina „X”. Te dla odmiany „okrągleją”.
Dlaczego tak się dzieje? Otóż obie te części pracują w cylindrach, i smarowane są mgłą olejową, w którą zamienia się  smar pod wpływem temperatury. Ale zanim do tego dojdzie O-ring pracuje „grzbietem” gdy jest okrągły, lub „krawędziami” gdy jest w kształcie „X”.  I gdy maszyna jest zimna i smar gęsty wydaje się że jest Ok.
A tu jest daleko od OK. Smar zamienia się w mgłę olejową i znika „kompresja” , która „bije” w maszynie.
Rozwiązanie? Przed sezonem przynieść maszynę i poprosić o „mały przegląd” ze szczególnym uwzględnienie wzmiankowanego podleca.
Uszczelniacze (simmerringi).
Pracują one w ciężkich warunkach: na styku ze światem zewnętrznym i mgłą smarną wewnątrz wiertarek z udarem pneumatycznym (w skrócie wszystkie maszyny z układem mocowania wiertła SDS+, SDS max mają udar pneumatyczny). Drobinki pyłu który jest doskonałym materiałem ściernym, jeśli ich nie usuwać choćby przez odmuchanie narzędzia, z czasem drobinki te przedostaną się między obracające się części a gumę uszczelniacza i ją przetrą.
Efektem jest „plucie” smarem przy dłuższej pracy. 
Rozwiązanie jak opisane powyżej z O-ringami.

Łożyska igiełkowe i wałeczkowe.

Bardzo chętnie stosowane. Są mniejsze niż kulkowe i w ciasnych wnętrzach dzisiejszych maszyn czują się doskonale. Często w postaci „złożeń” (pozbawione zewnętrznej bieżni), lub w postaci łożysk jednokierunkowych są ukryte w trzewiach elektronarzędzi  i bez kompletnej rozbiórki narzędzia są niewidoczne. Potrafią wyrządzić olbrzymie szkody. Na przykład gdy łożyskują wałek zębaty który współpracuje z wirnikiem. Zużycie igiełek powoduje odsuwanie się wałka od wirnika i zniszczenie zębatek na obu częściach. Efekt? Naprawa jest praktycznie nie opłacalna. Co gorsza jeżeli już zdecydujecie się na naprawę wiertarki lub młota, to te rozsypane igiełki mogą być przyczyną kolejnej awarii elektronarzędzia.
Obowiązkowo trzeba takie narzędzi sumiennie rozebrać i umyć, wyskrobując smar ze wszystkich zakamarków uszkodzonego narzędzia. Często jest tak że igiełki trzymają się „na smarze”. 

Szkło powiększające pomoże wykryć nam jeszcze jedną „zdradę”. 
W wyniku zużycia spowodowanego złym smarowaniem igły (wałeczki) tracą swój kształt. Stają się płaskie. To dyskwalifikuje łożysko. 
Kolejną pułapką związaną z tymi łożyskami jest miejsce ich stosowania. Głęboko schowane, zabezpieczone słabo widocznymi śrubami,nie wzbudzają zainteresowania mechanika. Łożyska wałeczkowe jednokierunkowe  luźno osadzone na wałkach potrafią „zniknąć” przy rozbiórce narzędzia i gdy mechanik jest niedoświadczony lub nieuważny,  to ma olbrzymi problem z uzyskaniem prawidłowej pracy narzędzia.

Rozwiązanie: umycie rozebranego narzędzia. Dokładne obejrzenie wyjętych części. Przestudiowanie rysunku złożeniowego ze szczególnym uwzględnieniem części nazywających się needle bearing, nadellager.   I ich wymiana przy pomocy odpowiednich narzędzi.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Byliśmy w Mediolanie. Muzeum Techniki.



Oprócz targów ja mam jeszcze jeden punkt programu. Mediolan to miasto Leonarda da Vinci. I w tutejszym muzeum techniki jest duża wystawa Jemu poświęcona.
I muzeum techniki też cieszy się szacunkiem.
Madam zostaje na targach. Ja wsiadam w 500 i jadę do muzeum.
Mam adres i nawigację. I niby OK. Ale za cholerę nie mogę znaleźć tego muzeum. Po dwóch okrążeniach zostawiam samochód na parkingu i idę pieszo. Miasto , kamienice, samochody, ludzie - ale gdzie muzeum? 
Jest!
Wejście z małego placyku dzielonego z kościołem wygląda jak wejście na klatkę schodową. Gdyby nie wycieczka szkolna której nauczyciel tłumaczył albo gdzie są, albo jak się zachowywać w „museo” przeszedłbym obok.
Wielkość budynku z zewnątrz niczym nie sugerowała obszerności wnętrz.
Oznakowanie takie sobie. Pierwsze na co trafiam to wystawa o historii AGD. Stare pralki, odkurzacze, plakaty reklamowe tych sprzętów. Przypominam sobie że niektóre widziałem u nas w Pewexie. Lekko się rozczulam.
Idę dalej.
Wystawa o Leonardo jest dość duża. Ale w fatalnie oświetlonej sali. Modele maszyn są same w sobie dziełem sztuki. Wszystko jak Da Vinci rozrysował, z tych samych materiałów. I bardzo stare. Ciemna sala, stare pociemniałe modele- jestem zawiedziony. 
Następna sala to kolejny Wielki Włoch: Marconi. Wynalazca radia. 
Tu wystawa jest interesująca. Opisy również po angielsku, dużo działających modeli. Małolaty testują modele intensywnie, ale kulturalnie. Na końcu sali są również wspomniani Inni wynalazcy radiotechniczni, i inne systemy rozwiązań np. mikrofonu. Ten pokazany tu był skonstruowany wykorzystując efekt hydrauliczny. Brzmi dziwacznie, ale działało, tyle że się nie przyjęło.
Studio 105 - legenda radiofonii włoskiej. Początkowo stacja piracka- mieli tam monopol państwowy na radio i tv- potem pierwsze prywatne radio działające do dziś.
Plakaty, płyty- niektóre znajome. Np. Afric Simone. I cała kasyka rocka. Młodzież podskakuje do rytmu i wszystko się trzęsie.

Przylatuje facet w mundurze i kończy balangę. 
Skręcam i znajduję się, tak właściwie sam nie wiem gdzie. Korytarze są ciche, przypominają klasztor. I rzeczywiście idąc dalej trafiam do sali w której jest umieszczona tablica i fragmenty płyty nagrobnej. Był tu kiedyś kościół i zawiadywał nim Probo. Żył 80 lat, 30 w kapłaństwie, a 30 z żoną, ciekawe czy był żonaty przed czy po? Dalej jest pochowany lekarz, nazwiska nie pomnę. Nagrobek, mimo że w Italii, jest opisany po grecku- ówczesnym języku lekarzy. Czyli greka była łaciną. 
Nagrobki pochodzą sprzed tysiąca lat. Już wtedy było tu wielkie miasto. 
Na szczęście za drzwiami sali jest strzałka: bar. Oddycham z ulgą, i podążam za strzałką. 
Bar jest skromniutki. Na drugim końcu sali ze stolikami jest wnęka z automatami z kawą i kanapkami. Ale automaty działają marnie, dwa podejścia i automat najadł się moimi monetami, ale ja nie. Wracam do barku. Kanapki takie sobie, ale oranżada fajna. Robię zdjęcie Qr kodu na pamiątkę.
Z baru wychodzę na korytarz i widzę budynek przypominający dawną stację kolejową. 
Rzeczywiście pełen jest parowozów i lokomotyw. Parowozy mają swój urok, nawet teraz zapach smaru i dymu (niektóre maszyny są chyba na chodzie) przywołuje pamięć podróży dzieciństwa. 
Elektrowozy przywołują do rzeczywistości. Włochy to górzysty kraj, w szczególności północna część, i sprawniejszy silnik elektryczny znalazł zastosowanie jak tylko osiągnął dojrzałość techniczną. Robię zdjęcia i idę dalej. 
Wychodzę ze stacji widząc kolejny pawilon z samolotami przed wejściem, ale kątem oka łapię kształt który wydaje się tu niemożliwy.
Widzę śruby okrętu podwodnego! Na tle klasycznej włoskiej ruiny! 
Sottomarino „ Enrico Toti „ znalazł tu wieczną przystań. 
Zostawiam go na deser. Idę do następnego pawilonu.
A tam okręty, statki, samoloty. 
Na dole pływająca ciekawostka: Żywa torpeda- dwuosobowy pojazd podwodnych dywersantów. Włoscy ludzie-żaby zapisali chwalebną kartę bojową w czasie wojny. Podobno też już po wojnie zatopili przekazany rosjanom w ramach reparacji krążownik. 
Różne okręty żaglowe bardziej lub mniej kompletne. A największą atrakcją jest autentyczny fragment transatlantyku. Przypominam sobie „Amarcord” i oczekiwanie na przybycie statku z Ameryki. Wiadomo emigracja była wielkoskalowa, zwłaszcza z południa. Trwa zresztą do dziś. 
Piętro.
Tu królują samoloty. Macchi 205 folgore czyli błyskawica. Włoski płatowiec i niemiecki silnik. Groźna maszyna, podobno porównywalna z Mustangiem. 
Obok maszyny pionierskie, pierwszowojenne i powojenne. Zobaczycie na zdjęciach. Ciekawostka to drewniany model wodnosamolotu nie na pływakach lecz na podwodnych skrzydłach. Wodnosamolot- wodolot miał startować w Pucharze Schneidera. Puchar był bardzo prestiżową nagrodą w międzywojniu, a startowały tam wyłącznie wodnosamoloty.
Symulator śmigłowca, z wyjaśnieniem na ekranie co do czego służy wzbudza duże zainteresowanie. Dla wycieczek jest symulator w 5D. Jak się okazuje włosi dużo experymentowali ze śmigłowcami, a najwięcej Enrico Forlanini. Dostał za to lotnisko. Lotnisko Linate jedno z najstarszych we Włoszech nosi jego imię.
Wychodzę. 
Podchodzę do okrętu podwodnego. Można go zwiedzić w środku, ale niestety mam ograniczone finanse. Pocieszam się że to dobry powód by wrócić. 
Historia w jaki sposób okręt się tu znalazł jest prosta jak drut. „Enrico Toti” pływał i nadzorował ruch floty na morzu śródziemnym, szczególnie w Kanale Sycylijskim. To maleństwo jak na okręt podwodny, i razem z braćmi których było trzech, doskonale sprawdzał się na Morzu Śródziemnym. W 1992 roku zakończył służbę. A od  2001 roku rozpoczął podróż do Muzeum w Mediolanie. Początkowo rzekami i kanałami, a w 2005 po demontażu kiosku na przyczepie trafił na dziedziniec Muzeum. 
Jedno co smuci- jestem od niego starszy o rok! Ale ja zabytkiem jeszcze nie jestem.
Oglądam jeszcze wystawę ekologiczną i smutno-zabawny film w muzealnym kinie o tym że „Niecała umrzesz” jak psycholog pocieszył komórkę. 
I na koniec przy wyjściu sklepik muzealny. Dużo o Leonardo. Mam szczęście bo pierwsza książka o nim jaką wziąłem w rękę okazuje się najlepsza. Jest też bogata wystawa Revell z jego kolekcją drewnianych maszyn projektowanych przez Leonarda. Na pewno kiedyś zrobię taki model.
Dziś już ostatni dzień w Mediolanie. 
Wieczorem żegnamy się z Zelata. Uroczystą kolacją. 
Rano- lotnisko, i standartowa podróż z powrotem. 
Witamy naszą codzienność. 
Ale wiemy, że pracą i walką zarobimy na powrót do Mediolanu. I innych miejsc też.
Muzeum Techniki w Mediolanie. Fotoreportaż pełny. 64 zdjęcia. Niestety zdjęcia przepadły. Sami pojedźcie zobaczyć muzeum, polecam!


In addition to the fair, I have one more item on my agenda. Milan is the city of Leonardo da Vinci. And the local technical museum has a large exhibition dedicated to him.
And the technical museum is also respected.
Madam stays at the fair. I get on the 500 and go to the museum.
I have the address and the navigation. And I seem to be OK. But I can't find the museum for the hell of it. After two laps I leave the car in the car park and walk. The city, the houses, the cars, the people - but where is the museum? 
There it is!
The entrance from the small square shared with the church looks like the entrance to a staircase. Had it not been for a school trip whose teacher explained either where they were or how to behave in the "museo", I would have passed by.
The size of the building from the outside suggested nothing about the spaciousness of the interior.
The signage was so-so. The first thing I came across was an exhibition on the history of white goods. Old washing machines, hoovers, posters advertising these appliances. I recall seeing some in Pewex. I feel slightly disappointed.
I move on.
The exhibition on Leonardo is quite large. But in a badly lit hall. The models of the machines are a work of art in themselves. All as Da Vinci had drawn, with the same materials. And very old. Dark hall, old darkened models-I'm disappointed. 
The next room is another Great Italian: Marconi. The inventor of the radio. 
Here the exhibition is interesting. Descriptions also in English, lots of working models. The youngsters test the models intensely, but culturally. At the end of the room are also mentioned Other radio inventors, and other systems of solutions, e.g. the microphone. The one shown here was constructed using the hydraulic effect. It sounds bizarre, but it worked, except that it didn't catch on.
Studio 105 - a legend of Italian radio broadcasting. Initially a pirate station- they had a state monopoly on radio and t.v. there- then the first private radio station still operating today.
Posters, records - some familiar. E.g. Afric Simone. And a whole bunch of rock. Young people jump to the beat and everything shakes.

A guy in uniform arrives and finishes the ballad. 
I turn and find myself, actually I don't know where. The corridors are quiet, reminiscent of a monastery. And indeed, walking on, I find myself in a room with a plaque and fragments of a gravestone. There used to be a church here and the Probo was in charge of it. He lived 80 years, 30 in the priesthood and 30 with his wife, I wonder if he was married before or after? Further on there is a doctor buried, name I cannot recall. The tombstone, although in Italian, is described in Greek-the language of the doctors at the time. That is, Greek was Latin. 
The tombstones date back a thousand years. Even then, there was a great city here. 
Fortunately, there is an arrow behind the hall door: a bar. I breathe a sigh of relief, and follow the arrow. 
The bar is modest. At the other end of the room with tables is an alcove with vending machines for coffee and sandwiches. But the vending machines work poorly; two approaches and the machine ate my coins, but I don't. I return to the bar. The sandwiches are so-so, but the orangeade is nice. I take a photo of the Qr code as a souvenir.
I walk out of the bar into the corridor and see a building that resembles an old railway station. 
It is indeed full of steam engines and locomotives. Steam locomotives have their own charm, even now the smell of grease and smoke (some machines are probably running) brings back memories of childhood travel. 
Electric locomotives bring us back to reality. Italy is a mountainous country, especially the north, and the more efficient electric engine found use as soon as it reached technical maturity. I take photos and move on. 
I leave the station seeing another pavilion with aircraft in front of the entrance, but out of the corner of my eye I catch a shape that seems impossible here.
I see the propellers of a submarine! Against the backdrop of a classic Italian ruin! 
The Sottomarino " Enrico Toti " has found an eternal haven here. 
I leave it for dessert. I go to the next pavilion.
And there are ships, vessels, aircraft. 
Down below, a floating curiosity: the Living Torpedo - a two-man vehicle of underwater saboteurs. The Italian frog men recorded a glorious combat record during the war. They also reportedly sank a cruiser given to the Russians as reparations after the war. 
Various sailing ships more or less complete. And the biggest attraction is an authentic piece of a transatlantic liner. I recall the 'Amarcord' and the anticipation of the arrival of the ship from America. Emigration was known to be large-scale, especially from the south. It continues to this day. 
Floor.
This is where planes reign supreme. Macchi 205 folgore or lightning. Italian airframe and German engine. A menacing machine, reportedly comparable to the Mustang
Next to pioneer, first-war and post-war machines. You will see in the photos. An interesting feature is a wooden model of a hydroplane not on floats but on underwater wings. The seaplane-waterplane was to compete in the Schneider Cup. The Cup was a very prestigious award between the wars, and only seaplanes competed there.
The helicopter simulator, with on-screen explanations of what it is used for, arouses a lot of interest. For tours, there is a simulator in 5D. As it turns out, the Italians experimented a lot with helicopters, most notably Enrico Forlanini. He got the airport for it. Linate airport one of the oldest in Italy is named after him.
I go out. 
I approach the submarine. It is possible to visit it inside, but unfortunately I have limited finances. I console myself that this is a good reason to return. 
The story of how the ship got here is as simple as a wire. "Enrico Toti" sailed and supervised the movement of the fleet in the Mediterranean, particularly in the Sicilian Channel. It's tiny for a submarine, and together with her brothers, of whom there were three, she excelled in the Mediterranean. In 1992, she left service. And in 2001 it began its journey to the Milan Museum. At first through rivers and canals, and in 2005, after dismantling the kiosk on the trailer, it ended up in the courtyard of the Museum. 
One thing that saddens me-I am a year older than him! But I am not a monument yet.
I still watch the environmental exhibition and the sadly funny film in the museum's cinema about "You're not going to die" as a psychologist consoled a mobile phone. 
And finally at the exit the museum shop. A lot about Leonardo. I'm lucky because the first book about him I picked up turns out to be the best. There is also an extensive Revell exhibition with its collection of wooden machines designed by Leonardo. I will definitely make a model like this one day.
Today is the last day in Milan. 
In the evening we say goodbye to Zelata. With a festive dinner. 
In the morning- the airport, and the standard journey back. 
We welcome our everyday life. 
But we know that with work and struggle we will earn our way back to Milan. And other places too.
Robert Kobuszewski
Neben der Messe habe ich noch einen weiteren Punkt auf meiner Tagesordnung. Mailand ist die Stadt von Leonardo da Vinci. Und das örtliche technische Museum widmet ihm eine große Ausstellung.
Und auch das technische Museum wird respektiert.
Madam bleibt auf dem Jahrmarkt. Ich steige in die 500 und fahre zum Museum.
Ich habe die Adresse und die Navigation. Und mir scheint es gut zu gehen. Aber ich kann das Museum einfach nicht finden. Nach zwei Runden lasse ich das Auto auf dem Parkplatz stehen und gehe zu Fuß. Die Stadt, die Häuser, die Autos, die Menschen - aber wo ist das Museum? 
Da ist es!
Der Eingang von dem kleinen Platz, den man mit der Kirche teilt, sieht aus wie der Eingang zu einer Treppe. Wäre da nicht ein Schulausflug gewesen, bei dem die Lehrerin erklärte, wo sie sich befanden und wie man sich im "museo" verhalten sollte, wäre ich vorbeigegangen.
Die Größe des Gebäudes von außen sagt nichts über die Geräumigkeit des Inneren aus.
Die Beschilderung war mäßig. Als erstes stieß ich auf eine Ausstellung über die Geschichte der Haushaltsgeräte. Alte Waschmaschinen, Staubsauger, Werbeplakate für diese Geräte. Ich erinnere mich, einige davon in Pewex gesehen zu haben. Ich bin etwas enttäuscht.
Ich gehe weiter.
Die Ausstellung über Leonardo ist recht umfangreich. Aber in einer schlecht beleuchteten Halle. Die Modelle der Maschinen sind ein Kunstwerk für sich. Alles wie von Da Vinci gezeichnet, mit denselben Materialien. Und sehr alt. Dunkle Halle, alte verdunkelte Modelle - ich bin enttäuscht. 
Der nächste Raum ist ein weiterer großer Italiener: Marconi. Der Erfinder des Radios. 
Hier ist die Ausstellung interessant. Beschreibungen auch in Englisch, viele funktionierende Modelle. Die Jugendlichen testen die Modelle intensiv, aber auf kulturellem Gebiet. Am Ende des Raumes werden auch andere Radioerfinder und andere Systeme von Lösungen, z.B. das Mikrofon, erwähnt. Das hier gezeigte Modell wurde nach dem hydraulischen Effekt konstruiert. Es klingt bizarr, aber es hat funktioniert, nur hat es sich nicht durchgesetzt.
Studio 105 - eine Legende des italienischen Rundfunks. Zunächst ein Piratensender - dort gab es ein staatliches Radio- und Fernsehmonopol - dann der erste private Radiosender, der heute noch in Betrieb ist.
Plakate, Schallplatten - einige bekannt. Z.B. Afric Simone. Und ein ganzes Bündel von Steinen. Junge Leute springen im Takt und alles wackelt.

Ein Mann in Uniform kommt und beendet die Ballade. 
Ich drehe mich um und finde mich wieder, eigentlich weiß ich nicht, wo. Die Flure sind ruhig und erinnern an ein Kloster. Und tatsächlich, ich gehe weiter und finde mich in einem Raum mit einer Gedenktafel und Fragmenten eines Grabsteins wieder. Früher gab es hier eine Kirche, für die der Probo zuständig war. Er lebte 80 Jahre, 30 als Priester und 30 mit seiner Frau. Ich frage mich, ob er vorher oder nachher verheiratet war? Weiter hinten ist ein Arzt begraben, an dessen Namen ich mich nicht erinnern kann. Der Grabstein ist zwar auf Italienisch, aber in Griechisch beschrieben - der Sprache der damaligen Ärzte. Das heißt, Griechisch war Latein. 
Die Grabsteine sind über tausend Jahre alt. Schon damals gab es hier eine große Stadt. 
Zum Glück gibt es einen Pfeil hinter der Flurtür: eine Bar. Erleichtert atme ich auf und folge dem Pfeil. 
Die Bar ist bescheiden. Am anderen Ende des Raumes mit Tischen befindet sich eine Nische mit Kaffee- und Sandwichautomaten. Aber die Automaten funktionieren schlecht; nach zwei Anläufen hat der Automat meine Münzen gefressen, aber ich nicht. Ich kehre an die Bar zurück. Die Sandwiches sind lauwarm, aber die Orangenlimonade ist gut. Ich mache ein Foto des Qr-Codes als Andenken.
Ich trete aus der Bar in den Korridor und sehe ein Gebäude, das einem alten Bahnhof ähnelt. 
Sie ist in der Tat voll von Dampfmaschinen und Lokomotiven. Dampflokomotiven haben ihren eigenen Charme, und selbst jetzt noch weckt der Geruch von Fett und Rauch (einige Maschinen sind wahrscheinlich in Betrieb) Erinnerungen an Reisen in der Kindheit. 
Elektrische Lokomotiven bringen uns zurück in die Realität. Italien ist ein gebirgiges Land, vor allem im Norden, und der effizientere Elektromotor wurde sofort eingesetzt, als er technisch ausgereift war. Ich mache Fotos und gehe weiter. 
Ich verlasse den Bahnhof und sehe einen weiteren Pavillon mit Flugzeugen vor dem Eingang, aber aus dem Augenwinkel sehe ich eine Gestalt, die hier unmöglich erscheint.
Ich sehe die Propeller eines U-Boots! Vor der Kulisse einer klassischen italienischen Ruine! 
Der Sottomarino " Enrico Toti " hat hier einen ewigen Hafen gefunden. 
Ich lasse es beim Nachtisch. Ich gehe zum nächsten Pavillon.
Und es gibt Schiffe, Boote und Flugzeuge. 
Unten schwimmt eine Kuriosität: der lebende Torpedo - ein Zwei-Mann-Fahrzeug von Unterwasser-Saboteuren. Die italienischen Froschmänner haben während des Krieges eine glorreiche Kampfbilanz vorzuweisen. Berichten zufolge versenkten sie auch einen Kreuzer, der den Russen nach dem Krieg als Reparationsleistung übergeben wurde. 
Verschiedene Segelschiffe mehr oder weniger vollständig. Und die größte Attraktion ist ein authentisches Stück eines Transatlantikliners. Ich erinnere mich an die 'Amarcord' und die Vorfreude auf die Ankunft des Schiffes aus Amerika. Es ist bekannt, dass die Auswanderung, insbesondere aus dem Süden, in großem Umfang stattfand. Das ist bis heute so geblieben. 
Boden.
Hier haben Flugzeuge die Oberhand. Macchi 205 folgore oder Blitze. Italienische Zelle und deutscher Motor. Eine bedrohliche Maschine, die angeblich mit dem Mustang vergleichbar ist. 
Neben Pionier-, Erstkriegs- und Nachkriegsmaschinen. Sie werden auf den Fotos sehen. Eine interessante Besonderheit ist ein Holzmodell eines Wasserflugzeugs, das nicht auf Schwimmern, sondern auf Unterwasserflügeln steht. Das Wasserflugzeug sollte am Schneider Cup teilnehmen. In der Zwischenkriegszeit war der Cup eine sehr prestigeträchtige Auszeichnung, an der nur Wasserflugzeuge teilnahmen.
Der Hubschraubersimulator, der auf dem Bildschirm erklärt, wofür er eingesetzt wird, stößt auf großes Interesse. Für Touren gibt es einen Simulator in 5D. Wie sich herausstellt, haben die Italiener viel mit Hubschraubern experimentiert, allen voran Enrico Forlanini. Er hat den Flughafen dafür bekommen. Der Flughafen Linate, einer der ältesten Italiens, ist nach ihm benannt.
Ich gehe aus. 
Ich nähere mich dem U-Boot. Es ist möglich, sie von innen zu besichtigen, aber leider habe ich nur begrenzte finanzielle Mittel. Ich tröste mich damit, dass dies ein guter Grund ist, zurückzukehren. 
Die Geschichte, wie das Schiff hierher kam, ist so einfach wie ein Draht. "Enrico Toti" segelte und überwachte die Bewegungen der Flotte im Mittelmeer, insbesondere im Kanal von Sizilien. Es ist winzig für ein U-Boot, und zusammen mit seinen Brüdern, von denen es drei gab, hat es sich im Mittelmeer ausgezeichnet. Im Jahr 1992 schied sie aus dem Dienst aus. Und im Jahr 2001 begann seine Reise ins Mailänder Museum. Zuerst durch Flüsse und Kanäle, und 2005, nach der Demontage des Kiosks auf dem Anhänger, landete er im Hof des Museums. 
Eine Sache, die mich traurig macht: Ich bin ein Jahr älter als er! Aber ich bin noch kein Denkmal.
Ich sehe mir immer noch die Umweltausstellung und den traurig-komischen Film im Museumskino an, in dem ein Psychologe ein Mobiltelefon tröstet: "Sie werden nicht sterben". 
Und schließlich am Ausgang der Museumsshop. Eine Menge über Leonardo. Ich hatte Glück, denn das erste Buch über ihn, das ich in die Hand nahm, erwies sich als das beste. Außerdem gibt es eine umfangreiche Revell-Ausstellung mit einer Sammlung von Holzmaschinen, die von Leonardo entworfen wurden. Ich werde auf jeden Fall eines Tages ein solches Modell bauen.
Heute ist der letzte Tag in Mailand. 
Am Abend verabschieden wir uns von Zelata. Mit einem festlichen Abendessen. 
Am Morgen - der Flughafen und die übliche Rückreise. 
Wir begrüßen unser tägliches Leben. 
Aber wir wissen, dass wir uns mit Arbeit und Kampf den Weg zurück nach Mailand verdienen werden. Und auch an anderen Orten.
Robert Kobuszewski