https://samouczektechniczny.blogspot.com/2014/11/bylismy-w-mediolanie-muzeum-techniki.html
Muzeum nie jest zbiorem. Jest wyborem, i to bardzo ostrym. Wszystko, co opisałem w poprzednich pięciu częściach, to kilka procent tego, co ten budynek ma w środku. Reszta stoi kilka metrów dalej, za ścianą, i przez większość mojego życia nikt jej nie widział. A z racji zawodu, uwielbiam wejścia techniczne, od zaplecza. A tu zajrzałem na zaplecze.
Ostatnie zdjęcie z tego dnia nie przedstawia żadnego eksponatu.
Stałem na galerii, pod kadłubem żaglowca — widać go u góry kadru jako czerwoną belkę — i przez szczelinę między pokładem a betonową ścianą zajrzałem w dół.
Nie ma tam ekspozycji. Jest czerwony ślizgacz wyścigowy na kobyłkach, z białym napisem na burcie i osłoną wału z tyłu. Pamiętam jak podobne ścigały się na Wiśle, start był na przystani WTW. Obok, na palecie, wielocylindrowy silnik okrętowy bez obudowy. Pod ścianą cztery puste gabloty ustawione jedna przy drugiej. Butle gazowe, blachy na wózku, gaśnica.
To jest magazyn. I nie żaden pomocniczy schowek — to jest właśnie to, co muzeum przez dekady trzymało poza zasięgiem wzroku, dokładnie pod pawilonem, po którym chodziłem trzy godziny.
W lipcu 2021 muzeum otworzyło te magazyny dla publiczności. Nazwali to Collezioni di Studio: prawie osiem tysięcy metrów kwadratowych pod pawilonem aeronawalnym, zwiedzanie z przewodnikiem, w soboty. Podali przy okazji liczbę, która robi z tego zdjęcia coś więcej niż przypadkowy kadr: na dziewiętnaście tysięcy obiektów w zbiorach eksponowanych jest dwa tysiące siedemset.
Czternaście procent.
Wszystko, co opisałem w tych pięciu częściach — pralka z korbą, muł z Giovi, maiale, blaszka na czterech nitach, trzydzieści cztery kilogramy skrzydła — to czternaście procent. Reszta stała wtedy sto metrów ode mnie, w ciemności, i patrzyłem na jej skrawek przez szparę, nie wiedząc, na co patrzę.
Czego nie potwierdzę: co to za łódź. Napis na burcie jest za mały i pod kątem, a zgadywać nie będę.
I to jest chyba właściwe zakończenie tego cyklu. Jedenaście lat temu napisałem, że fotoreportaż przepadł, i machnąłem ręką. Znalazł się. Przejrzałem go i okazało się, że przez trzy godziny czytałem jedną książkę rachunkową: ile godzin, ile lat, ile dziesiątych milimetra, ilu ludzi się dusiło, zanim przestali.
A na ostatnim zdjęciu widać, że czytałem ją przez dziurkę od klucza.
Poprzednia: 5. Dwadzieścia sekund
Museo Nazionale della Scienza e della Tecnologia Leonardo da Vinci
Via San Vittore 21, Mediolan · wejście od via San Vittore, wyjście od via Olona · metro Sant'Ambrogio
Wtorek–piątek 9:30–17:00, soboty i święta 9:30–18:30. Poniedziałek nieczynne. Wstęp do godziny przed zamknięciem.
Bilet 10 euro, ulgowy 7,50.
Ponad pięćdziesiąt tysięcy metrów kwadratowych — trzy godziny to absolutne minimum. Pawilon lotniczo-morski jest osobnym budynkiem, łatwo go przeoczyć. Wnętrze okrętu podwodnego Toti zwiedza się wyłącznie z przewodnikiem i po rezerwacji, biletu nie da się kupić osobno od wstępu do muzeum. Magazyny (Collezioni di Studio) muzeum udostępnia w wybrane terminy, też z przewodnikiem i za dopłatą — kalendarz aktualizowany co miesiąc, aktywność trzeba dołożyć w chwili zakupu biletu online.
W środku nie ma restauracji, tylko automaty z napojami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz