sobota, 29 sierpnia 2026

Mediolan, Muzeum Techniki — aneks dla modelarzy i historyków lotnictwa

https://samouczektechniczny.blogspot.com/2014/11/bylismy-w-mediolanie-muzeum-techniki.html

Museo Nazionale della Scienza e della Tecnologia Leonardo da Vinci Via San Vittore 21, Mediolan · metro Sant'Ambrogio · wtorek–piątek 9:30–17:00, soboty i święta 9:30–18:30, poniedziałek nieczynne · bilet 10 euro

Odrzutowce stoją na zewnątrz, na dziedzińcu — nie w pawilonie lotniczo-morskim, więc łatwo je pominąć, wychodząc z hali w stronę wyjścia. Vampire wisi w środku, w pawilonie.

Vampire

 Na dziedzińcu muzeum, między pawilonem lotniczo-morskim a resztą, stoją trzy odrzutowce. Czwarty wisi w hali, kilkanaście metrów od drewnianego Nieuporta z 1915.

Wygląda to na przypadkowy zestaw. Nie jest. Te cztery maszyny to komplet: cała powojenna droga włoskiego lotnictwa od kupowania cudzego do sprzedawania swojego, w czterech płatowcach, w odstępie jedenastu lat.

1. de Havilland Vampire — kupione za dewaluowane funty

De havilland Vampire. Milan: Science and Technology Leonardo da Vinci Museum
de Havilland Vampire


Pierwszy odrzutowiec włoskiego lotnictwa. Rozpoznawalny bez tabliczki: dwie belki ogonowe, między nimi statecznik poziomy, na końcach dwie płetwy.

Pierwsze egzemplarze, w wersji FB.51, kupiono gotowe w Wielkiej Brytanii. Potem przyszła druga seria, FB.52A, budowana już we Włoszech — u Macchi i u Fiata. Powstało ich sto dziewięćdziesiąt pięć, z czego osiemdziesiąt dziewięć zeszło z linii Macchi. Egzemplarz mediolański jest właśnie z serii Macchi.

Najciekawsza jest transakcja. Licencję kupiono w 1949 roku za funty — konkretnie z rezerw funtowych Banku Włoch, których wartość właśnie się zawaliła po brytyjskiej dewaluacji. Pieniądze traciły na wartość leżąc w skarbcu, więc wydano je na coś, co jeszcze da się za nie dostać.

To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego pierwszy włoski odrzutowiec był akurat brytyjski.

Dla modelarzy: włoskie FB.52A nosiły oznaczenia jednostek Aeronautica Militare, m.in. 6° Stormo z Ghedi. Uwaga przy zakupie kitu — wiele muzealnych „Vampire'ów FB.52A" w Europie to w rzeczywistości szwajcarskie FB.6 przemalowane we włoskie barwy. Mediolański jest z serii Macchi, ale przy każdym innym egzemplarzu warto sprawdzić numer.

2. Republic F-84F Thunderstreak — dostane

F-84 thunderstreak Milan: Science and Technology Leonardo da Vinci Museum


Amerykański. Trafił do Włoch w ramach amerykańskiej pomocy wojskowej dla państw NATO. Nie kupiony, nie budowany na licencji — przekazany.

Cicha zmiana. W latach sześćdziesiątych to właśnie F-84 i F-86 wyparły ze służby Vampire'y. Zmiana dostawcy z brytyjskiego na amerykańskiego nie wynikała z tego, że amerykańskie maszyny były lepsze. Wynikała z tego, że amerykańskie przychodziły w pakiecie pomocowym, a brytyjskie trzeba było kupić.

3. North American / Fiat F-86K — cudze, ale skręcane u siebie

North American / Fiat F-86K . Milan: Science and Technology Leonardo da Vinci Museum

Wersja myśliwca całodobowego F-86D przygotowana dla NATO. Płatowiec amerykański, ale montowany przez Fiata w Turynie, na licencji.  

I to jest środkowy etap: już nie prezent, jeszcze nie własna konstrukcja. Ktoś we Włoszech uczy się robić nowoczesny odrzutowiec, budując cudzy. I Włosi uczą się innej rzeczywistości lotniczo-technicznej. 

4. Fiat G.91 — własne, i to sprzedane innym



Efekt tej nauki stoi cztery kroki dalej.

W grudniu 1953 NATO ogłosiło konkurs na lekki samolot wsparcia taktycznego. Wymagania były brutalnie praktyczne: start i lądowanie z pasów półprzygotowanych, także trawiastych, prosta obsługa, szybkie tankowanie i uzbrojenie w warunkach polowych.

Fiat złożył projekt 30 lipca 1955. Pierwszy prototyp oderwał się od pasa w Turynie-Caselle 9 sierpnia 1956. Był o jakieś dwadzieścia procent cięższy od wymagań i zamiast uzbrojenia wiózł aparaturę pomiarową, ale latał dobrze i przekraczał barierę dźwięku. 26 lutego 1957 rozbił się podczas prób z dużą prędkością na małej wysokości.

Mimo to G.91 wygrał konkurs. Produkowano go dziewiętnaście lat, powstało siedemset pięćdziesiąt sześć sztuk. Latała na nim Luftwaffe. Latały na nim Frecce Tricolori od 1963 do 1981. Portugalia używała ich od 1966 w Gwinei i Mozambiku, na maszynach z drugiej ręki od Niemców.

A teraz najlepsze, i to jest rzecz do zobaczenia na dziedzińcu, nie do przeczytania. Fiat oparł projekt G.91 — w zmniejszonej skali — na amerykańskim F-86K. Podobieństwo było na tyle wyraźne, że maszyna dostała przydomek piccolo Sabre, mały Sabre.

Ten F-86K stoi obok. Kopia i pierwowzór, w odległości kilku metrów, na jednym dziedzińcu. Nie wiem, czy muzeum ustawiło je tak celowo.

Jeden inżynier

Wszystkie cztery maszyny łączy jedno nazwisko, i nie jest to nazwisko na płatowcu.

Giuseppe Gabrielli zaprojektował G.91 — litera G w oznaczeniu to on. Ale zanim to zrobił, prowadził negocjacje przemysłowe, które przyniosły do Włoch licencje na produkcję cudzych maszyn: de Havilland Vampire, North American F-86K, później Lockheed F-104G.

Czyli ten sam człowiek załatwił licencję na maszynę numer jeden z tej listy, licencję na maszynę numer trzy, a maszynę numer cztery narysował sam — wzorując ją na numerze trzy.

I jeszcze jedno, dla tych, którzy czytali resztę cyklu. W 1929 roku Gabrielli liczył hydroskrzydła dla Piaggio-Pegna P.c.7 — tego wodnosamolotu z długim nosem, który miał startować spod wody i nigdy nie wystartował. Jego model leży w gablocie w tym samym muzeum, dwa piętra wyżej.

Od wodnosamolotu na Puchar Schneidera do zwycięzcy konkursu NATO. Jedna kariera, sześćdziesiąt lat, i cała powojenna odbudowa włoskiego przemysłu lotniczego w środku.


Zdjęcia własne, Museo Nazionale della Scienza e della Tecnologia „Leonardo da Vinci", Mediolan, kwiecień 2014. Korzystałem z opisów muzealnych i źródeł internetowych. Jeśli ktoś coś- biorę to na klatę.


Museo Nazionale della Scienza e della Tecnologia Leonardo da Vinci
Via San Vittore 21, Mediolan · wejście od via San Vittore, wyjście od via Olona · metro Sant'Ambrogio
Wtorek–piątek 9:30–17:00, soboty i święta 9:30–18:30. Poniedziałek nieczynne. Wstęp do godziny przed zamknięciem.
Bilet 10 euro, ulgowy 7,50.
Ponad pięćdziesiąt tysięcy metrów kwadratowych — trzy godziny to absolutne minimum. Pawilon lotniczo-morski jest osobnym budynkiem, łatwo go przeoczyć. Wnętrze okrętu podwodnego Toti zwiedza się wyłącznie z przewodnikiem i po rezerwacji, biletu nie da się kupić osobno od wstępu do muzeum. Magazyny (Collezioni di Studio) muzeum udostępnia w wybrane terminy, też z przewodnikiem i za dopłatą — kalendarz aktualizowany co miesiąc, aktywność trzeba dołożyć w chwili zakupu biletu online.
W środku nie ma restauracji, tylko automaty z napojami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz